środa, 24 września 2014

Rozdział 1.



Biegłam ile sił w nogach, by zdążyć do sali lekcyjnej przed dzwonkiem. Nienawidziłam się spóźniać, tym bardziej jeśli zaczynałam angielskim. Dziś znów zaspałam i mogę przysiąc, że podczas jazdy złamałam więcej przepisów drogowych niż w całym swoim życiu. Na moje szczęście nigdzie nie było policji, bo wlepiliby mi nie mały mandat.
Wbiegłam do sali dokładnie, kiedy zadzwonił dzwonek i zajęłam swoje stałe miejsce obok mojej najlepszej przyjaciółki.
- Cześć.- powiedziałam cała zdyszana. Meg popatrzyła się na mnie sceptycznie.- No co?- burknęłam.
-Stanowczo za dużo ćwiczysz. Od dwóch tygodni spóźnisz się prawie codziennie.
- W przyszłą sobotę mam przesłuchanie. Musze dostać te stypendium. To moja jedyna szansa!- odcięłam się. Od dziecka byłam tancerką baletową i po tylu latach ciężkiej pracy nadarzyła się okazja by zawodowo robić to, co kocham. Ćwiczę bardzo intensywnie od miesiąca i zostały mi tylko dwa tygodnie! Nic jeszcze nie jest gotowe. Mój układ nie jest jeszcze idealny. Musi być perfekcyjny!
- Nie wiem co ty tam ćwiczysz. Już jesteś najlepsza.
- Wcale n…
- Dzień dobry klaso!- moją wypowiedź przerwał donośny głos nauczyciela od angielskiego.- Sprawdziłem wasze ostatnie sprawdziany i muszę powiedzieć że poszły fatalnie!- w odpowiedzi było słychać jęki klasy.
-Pf wszystkim poszło fatalnie, oprócz mnie- Megan szepnęła do mojego ucha. Tak, zdecydowanie była typem osoby, dla której oceny były najważniejsze. Kiedyś jak dostała 4 z matematyki załamała się i błagała nauczycielkę tak długo, aż ta dała jej poprawić.
-Black, gratulacje, najlepsza ocena w klasie.
- A nie mówiłam.- Meg zwróciła się do mnie z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Wywróciłam na nią oczami.
-Benson. Druga najlepsza ocena. Gratuluje.
Tym razem to Megan przewróciła oczami na co wystawiłam jej język. Też lubiłam dostawać dobre stopnie. Nie były może one dla mnie priorytetem, ale też były ważne. W przeciwieństwie do mojej przyjaciółki akurat w tym nie musiałam być najlepsza. Co innego jeśli chodzi o taniec.
Reszta lekcji minęła równie szybko jak angielski i zanim się obejrzałam byłam w drodze do mojego samochodu.
- Może wyjdziemy dziś razem na zakupy?- zaproponowała Meg, kiedy zatrzymaliśmy się przy pojeździe.
- Uwierz mi, bardzo bym chciała, ale zaraz idę do szkoły baletowej. A potem umówiłam się na kolacje z Sam’em.
-Eh ostatnio nie masz dla mnie czasu…
-Wiem i przepraszam cię za to. Wynagrodzę ci to, obiecuję.
- Już dobrze. Leć bo się spóźnić.
-Kocham cie. Paaaa. – krzyknęłam i pomachałam jej odjeżdżając spod szkoły.
***
Zaparkowałam przed domem i pokierowałam się w stronę drzwi. Otworzyłam je moim kluczem i weszłam do środka. Jedynym odgłosem dochodzącym ze środka było wesołe dreptanie mojego psa, co oznaczało, że rodzice byli jeszcze w pracy a brata… po prostu nie było.
Rok temu pokłócił się z rodzicami, bo wpadł w jakieś lewe interesy i wyjechał. Nigdy nie powiedzieli mi o jakie „interesy” chodziło. Zawsze gdy pytałam oni po prostu mnie zbywali. Kiedyś się dowiem o co poszło, tylko nie wiem jeszcze jak. Nadal utrzymują, że nie ma po co wracać, ale za nim tęsknią. Tata zgrywa twardego, ale mama pewnie wpadłaby mu w ramiona i ucałowała swojego pierworodnego gdyby się pojawił. W końcu to jest ich syn! Ja też tęsknie za Zayn’em. Miałam z nim bardzo dobry kontakt i nie ukrywam, że bardzo mi tego brakuje. Na początku do mnie dzwonił, ale z czasem przestał. Może o mnie zapomniał? Ale jak można zapomnieć o własnej rodzinie! A może stało mu się coś złego, a my o tym nie wiemy. Od razu przepędziłam tę myśl. Coraz częściej się nad tym zastanawiałam i dręczyło to mnie, ale gdyby coś mu się stało poczułabym to. Wiem, że on gdzieś tam jest i że wróci. Kiedyś na pewno. Mam nadzieję.
Mój wewnętrzny monolog przerwał Charlie, który szczekaniem domagał się obiadu. Na myśl o jedzeniu, zaburczało mi w brzuchu co przypomniało mi, że cały dzień nic nie jadłam.
Wsypałam Charlie’mu trochę psiej karmy a sama odgrzałam sobie kawałek wczorajszej pizzy. Niezbyt wybitny obiad, ale lepsze to niż nic.
Nie zdążyłam zjeść, a już musiałam wychodzić by być na czas w szkole baletowej. Pobiegłam szybko do swojego pokoju i wrzuciłam baletki i odpowiedni strój do plecaka leżącego na moim łóżku.
Sprawnie udało mi się przejechać przez centrum miasta, co było dziwne zważywszy na to, że dochodziła 15 a o tej porze w Nowym York’u panowały godziny szczytu.
Przez to byłam w szkole szybciej co dawało mi trochę czasu na przećwiczenie mojego układu. Czym prędzej przebrałam się w szatni w obcisłe legginsy i wygodną tunikę oraz założyłam moje ulubione białe baletki. Dostałam je parę lat temu od Zayn’a ale były na mnie za duże, ale teraz pasują idealnie.
Weszłam na sale i zaczęłam się rozciągać. Po skończonej rozgrzewce przetańczyłam mój układ na początku bez muzyki ale uznałam to bez sensu więc włączyłam ją. Od razu lepiej.
Gdy zaczęłam wszystko inne przestało się liczyć. Byłam tylko ja, muzyka i balet. Snułam po parkiecie wykonując przeróżne figury, które układały się w całość. Uśmiech nie schodził mi z ust aż do samego końca. Udało mi się to zatańczyć w miarę przyzwoicie. Brakowało paru drobnych szczegółów które by dopełniły całość, ale zdecydowanie było okej.
Ukłoniłam się do wielkiego lustra i usłyszałam, jak ktoś z tyłu sali bije mi brawo. Szlag! Ktoś to widział! Wiem, że mam to pokazać przed wielką publicznością, ale jeszcze nie! Nie w takiej postaci!
Pomału odwróciłam się bojąc się spojrzeć kogo tam zastanę. Kamień spadł mi z serca gdy zobaczyłam w drzwiach Sam’a uśmiechającego się od ucha do ucha. Na ten uśmiech nie można było pozostać obojętnym. Nadal się zastanawiam jaki cudem najprzystojniejszy chłopak w szkole jest MOIM chłopakiem. Piękne czarne włosy i równie ciemne oczy. Marzenie każdej dziewczyny. W dodatku kapitan drużyny piłkarskiej.
Odwzajemniłam uśmiech podbiegłam do niego, rzucając mu się w ramiona. Oplótł mnie swoimi ramionami, a po chwili odsunął by złożyć na moich ustach słodki pocałunek.
- Co ty tu robisz?- zapytałam szczęśliwa.
-Odwołali trening więc przyszedłem popatrzyć jak moja dziewczyna tańczy. Olivia, to było świetne!- zarumieniłam się na ten komplement.
- Dziękuje, to dużo dla mnie znaczy.- złapałam go za rękę i poprowadziłam na ławkę- Dlaczego odwołali wam trening?
- Trener miał jakieś ważne sprawy rodzinne.
- A ty nie mogłeś go poprowadzić bo…?
-Bo wolę patrzeć na piękną tancerkę niż na spoconych sportowców- zaśmiałam się na jego tłumaczenie.
Nasza rozmowa nie mogła zostać kontynuowana, bo do Sali weszła nauczycielka tańca wraz z całą resztą i zaczęliśmy przygotowania do występu charytatywnego. Tańczyliśmy Jezioro Łabędzi. Trochę oklepany numer, ale za to bardzo piękny i wszystkim się podoba. Zgadnijcie kto gra w nim główną rolę. Tak, ja.
Po skończonej próbie razem z Sam’em udałam się na kolacje do naszej ulubionej restauracji. Ulubiona dlatego że to właśnie tam poprosił mnie o chodzenie. Warto wspomnieć, ze jesteśmy razem już 2 lata. Sporo czasu, ale nie wiem czy to jest ten jedyny. Może to właśnie tak wygląda prawdziwa miłość. Nie wiem.
Gdy skończyliśmy rozjechaliśmy się każdy do swojego domu, ponieważ przyjechaliśmy każdy swoim samochodem.
Podróż nie zajęła mi dużo czasu. Wjechałam na podjazd przeznaczony dla mojego samochodu i zaparkowałam. W domu paliły się światła co oznaczało, że rodzice wrócili z pracy.
- Wróciłam!- krzyknęłam, jak tylko weszłam do domu.
-Jak było na kolacji kochanie?- usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z kuchni.
- Świetnie!- powiedziałam zgodnie z prawda.- Pójdę na górę do siebie.- oznajmiłam.- Em. Gdzie tata?
- W salonie.
Poszłam do salonu i zastałam tam tatę z pilotem w ręku oglądającego mecz piłki nożnej. Był jej wielkim fanem i pewnie dlatego lubił mojego chłopaka.
- Hej- przywitałam go i pocałowałam w policzek.
-Cześć.- odpowiedział tak pochłonięty meczem, że nawet na mnie nie spojrzał.
Przeszłam do swojego pokoju i przebrałam się w sportowe szorty i dużą bluzkę z logiem Batmana, a włosy związałam w luźny kucyk. Usiadłam na łóżku i z laptopem na kolanach zaczęłam przeglądać różne strony.
Po jakimś czasie usłyszałam dzwonek do drzwi, a po chwili dźwięk tłuczonego szkła. Nie zastanawiając się nad tym co robie lub czy to może być niebezpieczne popędziłam w duł po schodach.
Moje oczy wyglądały jak spodki gdy zobaczyłam, kto stoi w drzwiach.
Wiedziałam, że kiedyś wróci… Zayn.






Oto pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się spodobał :) Jeśli uważasz że jest dobry lub wręcz przeciwnie napisz o tym w komentarzu! Bardzo mi zależy na wszej opinii xx #LotsOfLove

5 komentarzy:

  1. Genialny, czekam na kolejny xx /@97_daria16

    OdpowiedzUsuń
  2. OOOOOOOOOOOOO BARDZO MI SIĘ PODOBA PIERWSZY ROZDZIAŁ ! CZEKAN NA NN

    OdpowiedzUsuń
  3. interesujące :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Z niecierpliwością czekam na następny :D Genialny!

    OdpowiedzUsuń